w piaskownicy spotykam najczęściej dzieci, które przychodzą ze swoimi mamami, często babciami i czasem opiekunkami, akurat tych ostatnich jest u mnie najmniej. sama od zawsze miałam dość sceptyczne podejście do opiekunek, nie czułabym się komfortowo, gdyby moje dziecko cały dzień przebywało z obcą kobietą, dodatkowo, krępowałby mnie fakt, że ów kobieta krząta się po moim mieszkaniu, co za tym idzie, musiałabym mieć ciągle posprzątane, poukładane, pomyte, ugotowane....:/
instytucja babci niestety w naszej sytuacji jest poza zasięgiem, cała nasza rodzina mieszka 100 km dalej :(
co nam pozostaje?
albo mama zostaje w domu, cieszy się swoim synkiem, spędza z nim mnóstwo czasu, pierze, gotuje, sprząta, robi zakupy i ma zero w portfelu, na koncie i w skarbonce, albo wraca do pracy, a młody siup do żłobka. sytuacja ta byłaby o wiele prostsza, gdyby udało nam się dostać do państwowego żłobka, te darzę mimo wszystko większym zaufaniem i koszty są niebanalnie niższe, ale niestety "biednemu zawsze wiatr w oczy" do takowego się nie dostał, więc synuś będzie pół dnia w prywatnym żłobku, mama pół dnia w pracy i w portfelu zostanie jej na waciki :/
albo mama zostaje w domu, cieszy się swoim synkiem, spędza z nim mnóstwo czasu, pierze, gotuje, sprząta, robi zakupy i ma zero w portfelu, na koncie i w skarbonce, albo wraca do pracy, a młody siup do żłobka. sytuacja ta byłaby o wiele prostsza, gdyby udało nam się dostać do państwowego żłobka, te darzę mimo wszystko większym zaufaniem i koszty są niebanalnie niższe, ale niestety "biednemu zawsze wiatr w oczy" do takowego się nie dostał, więc synuś będzie pół dnia w prywatnym żłobku, mama pół dnia w pracy i w portfelu zostanie jej na waciki :/
niekwestionowanym plusem żłobka jest kontakt z rówieśnikami, gry, zabawy, rozwój społeczny i wyrwanie się spod maminej spódnicy.
jednak z drugiej strony tyle się złego słyszy o tych żłobkach, że dzieci walczą o każdy centymetr przestrzeni, że pomimo niemałej opłaty opieka nie jest adekwatna, że to, że tamto.....
wiem, wiem, najlepiej jakbym sama z nim została, się zajęła, wychowała, nauczyła, wiem.....
iwulka


Ja też wiem... Wiem, co czujesz i jakie to trudne. Mamy z Polą jeszcze trochę czasu, bo skończy dopiero sześć miesięcy, ale już ogarnia mnie strach przed rozłąką. Niania też raczej nie wchodzi w grę: raz- "obca baba" w dom, dwa- spory wydatek, trzy- moja zazdrość, kiedy to niania opowie mi o "pierwszych razach" mojej córeczki...
OdpowiedzUsuńWidzę, że jesteśmy w podobnej sytuacji... Jedna babcia 200, a druga 300km stąd :(
no właśnie mam taki sam problem z tą nianią, wczoraj oglądaliśmy żłobek, na który się chyba zdecydujemy, nie wiem, jak JA to przeżyję ;(
OdpowiedzUsuńu nas dokładnie to samo - babcia daleko, niania nie wchodzi w grę a przed żłobkiem mam takiego stresa,że nie wiem jak to przeżyję, a to już za 2 miesiące.. przecież on jest taki malutki, nie chce do nikogo na ręce, płacze jak mnie nie widzi... nie wiem jak ja dam sobie radę jak we wrześniu zaprowadzę go i będę musiała oddać "ciociom" a on się rozpłacze..
OdpowiedzUsuń