Nie trudno zauważyć, że w sobotę w piaskownicy, w parku, z
wózkiem i rowerkiem, wszędzie pełno tatów. Sobotę mogę oficjalnie nazwać
dniem taty. Jestem niemal pewna, że większość mam w tym czasie co robi?
O nie, nie odpoczywa, nie leży z książką w dłoni, nie popija kawy i nie
buszuje po galerii. Jestem niemal pewna, że większość mam w tym czasie
sprząta, prasuje i gotuje w pośpiechu. Jeśli się mylę, to zazdroszczę tym mamom ;)
U nas takim dniem taty z synem jest
niedziela, więc w tę sobotę byłam jedną z nielicznych mam na
placyku. Była jeszcze rodzinka, która postanowila spędzić sobotę w
komplecie. Mama odpoczywa na ławce, wystawia twarz ku słońcu, co chwilę jednak zerka w stronę syna i męża czujnym okiem. Nie może się odprężyć i
zrelaksować tylko ciągle upomina chłopa:
- niech on nie siedzi na
piasku bo zimny i mokry, naciągnij mu czapke na uszy, daj mu pić, ale
najpierw rączki mu wytrzyj, biegnij za nim, niech on nie rzuca piaskiem,
no powiedz mu żeby nie siedział na piasku, nie bujaj go tak wysoko.
Serio? Facet mega długo wykonywał polecenia bez słowa, nawet jego mina
nie zdradzała zirytowania. Jednak szala goryczy się przelała, kiedy
pani po raz "enty" powiedziała szorstkim tonem:
- nie widzisz, że on siedzi
na piasku?
- widzę!
Chłop wstał, powiedział że idzie domu i poszedł. Duża klasa...
Hehe....wy też tak macie?
Ja niestety tak ;-)
iwulka





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz